czekając na odpowiedzi

Czekając na odpowiedzi

Od kilku lat zdarzają mi się okresy depresji i lęku. Choroba rozpoczęła się, gdy miałam niecałe 40 lat, męża i trójkę dzieci, dosyć stabilną sytuację w pracy, w domu. Bez zewnętrznej przyczyny zaczęłam mieć obniżony nastrój, czułam się niezadowolona z życia, nic nie sprawiało mi radości. W końcu doszły też objawy somatyczne – kłopoty ze snem i z jelitami. Ból psychiczny i nieradzenie sobie z najmniejszymi problemami stały się tak trudne, że poszukałam pomocy profesjonalnej (leki, terapia).

Bóg chce dla nas radości, pokoju, obfitości

Wiele lat wcześniej zdecydowałam się żyć z Bogiem i pracować dla Niego. I nie spodziewałam się, że spotka mnie taka choroba. Przecież Bóg chce dla nas radości, pokoju, obfitości, a nie choroby, smutku, lęku. Przez długi czas nie umiałam pogodzić się z cierpieniem i usilnie szukałam odpowiedzi, dlaczego mnie to spotkało. Nadal próbowałam wierzyć, że Bóg jest dobry, że mnie kocha i mądrze prowadzi przez życie, ale już tego nie czułam. Czułam za to pustkę, brak nadziei, byłam jak przerażone zwierzę wrzucone do studni, z której nie da się wyjść. Gdzie jest ta pełnia życia, którą obiecuje Bóg wierzącym w Niego? Gdzie w ogóle jest Bóg? Czy widzi, co się ze mną dzieje, czy to Go obchodzi?

Zobacz dno, aby zobaczyć prawdę o sobie

Zwrócenie się do specjalistów w kwestii leczenia wymagało uznania, że sobie nie radzę. Zawód w stosunku do samej siebie, mojego ufania Bogu, modlitw o zdrowie był duży. Ale potrzebowałam dojścia do dna, żeby zobaczyć prawdę o sobie. Bezradność jest okropna, ale otrzeźwiająca – jesteśmy słabi. Jednak Bóg nie obawia się wcale naszej słabości. Wie o nas wszystko i akceptuje takimi, jakimi jesteśmy. Był cały czas przy mnie i zaopiekował się mną. Profesjonalna pomoc okazała się Bożym sposobem poprawienia mojego stanu. Dowiedziałam się i zrozumiałam różne rzeczy na swój temat, między innymi zaczęłam brać odpowiedzialności za swoje uczucia i potrzeby. Proces zmiany trwa i zapewne potrwa jeszcze długo, Bóg ma ze mną sporo pracy. Nadal zdarzają mi się gorsze okresy, jednak ogólnie mam poczucie, że żyję pełniej niż kiedyś. 

Wierzę, że Bóg jest wierny

Na niektóre pytania znalazłam odpowiedzi. W Biblii, w przeżyciach z dzieciństwa, w zdobytej wiedzy o sobie samej i o problemach psychicznych. Ale podstawowe pytanie: Dlaczego ja? nadal pozostaje bez odpowiedzi. I być może będę musiała czekać na nią, aż stanę po śmierci przed Bogiem, bo na tej ziemi nie doświadczę już pełnego zdrowia. Czy to znaczy, że Bóg nie dotrzymuje obietnicy życia pełnego dobrych darów od Niego (Jana 10,10)? Wierzę, że jest jej wierny. Tylko nie zawsze spełnienia ją tak, jak oczekujemy. Chcę pomimo bólu patrzeć na rzeczywistość nie ze swojej, ale z Jego perspektywy. Czekam też na spełnienie obietnicy dotyczącej wieczności, że oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni Jego ludem, a On będzie “BOGIEM Z NIMI”. I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już [odtąd] nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły (Ap 21,3-4).

Wersety biblijne, które mnie pocieszają i dodają nadziei: Psalmy 6; 13; 22; 42; 77; 123; Księga Hioba rozdziały 33-42, Lamentacje 3,19-36; List do Rzymian rozdział 8; 2 List do Koryntian 1,3-11 i 12,6-10; List św. Jakuba 1,2-18; 1 List św. Piotra 1, 3-12 i Apokalipsa św. Jana 21,1-5 i 22,1-6.

autor: Gosia Serkowska

Inne teksty Gosi:

Znów czysta

Przewiń do góry